sobota, 24 grudnia 2016

Lord Bendtner - Lord Bendtner (2016) PL


Lord Bendtner to dla mnie jedna z największych niespodzianek końca roku. Wydający w słowackiej wytwórni Z Tapes specjalizującej się w lo-fi'owej muzyce pościelowej artysta nagrał płytę, która jest dla mnie zupełnym zaprzeczeniem lo-fi.

"Lo-fi z wysokimi oczekiwaniami" napisał o swojej muzyce na Facebooku. Ja dodałbym więcej, muzyka LB jest doskonale zaplanowana, bogata w detale i niezwykle urzekająca. Wszystko - od instrumentów przez efekty po wokale i chórki zgrane są ze sobą idealnie i zmuszają do zachwytu nad poziomem skomplikowania tego "lo-fi'u". A do tego utwory artysty są bardzo chwytliwe - chyba najbardziej otwierający krążek "Carefully" z fenomenalnymi klawiszami. Ale na płycie jest też kilka innych perełek - jak choćby wyróżniający się "zepsutym" wokalem "Spider Clouds" czy super chaotyczny "Chéri".

Nie sposób nie skomentować nazwy projektu. "Lord Bendtner" to szydercze miano nadane duńskiemu piłkarzowi Niklasowi Bendtnerowi, który zasłynął tym, że poza słabą głównie formą prezentuje wysoką pewność siebie i samouwielbienie. I tym, że był w związku z należącą do duńskiej rodziny królewskiej Caroline Luel Brockdorff. Tymczasem muzyczny Lord na Bandcampie obrał sobie motto "dreaming of Bergkamp, bending it like Bendtner". To się nazywa skromność - nie wiem jak z jego umiejętnościami piłkarskimi ale jeśli chodzi o poziom muzyki to może mierzyć zdecydowanie wyżej niż Duńczyk, a nawet niż Holenderska legenda Arsenalu.

Płyta na Bandcampie dostępna jest już za free.


poniedziałek, 19 grudnia 2016

in violet - amber 2016 PL


Jedna z lepszych płyt tego roku. A zdecydowanie lideruje też w rankingu na najtrafniejszy tytuł albumu. Muzyka in violet jest jak gitarowo-elektroniczny bursztyn, gęsty, piękny ale też zawierający w sobie cierpienie, jak prawdziwy jantar będący pułapką i grobowcem dla pechowych owadów.

"in violet to projekt muzyczny łączący świat eksperymentu ze światem konwencji" piszą o sobie na Bandcampie ale tradycyjnego nie ma aż tak dużo. Może wokal, który miejscami brzmi jakby mógł iść doskonale w parze z gitarą i powłóczystymi spojrzeniami fanek. Więcej jest dziwnego.

Od basów rusza się serce, od tekstów podryguje dusza. Czuć to już od pierwszych chwil płyty ale po chwilowym złagodnieniu w nastrojowej przez chwilę "Salome" apogeum osiąga chyba tytułowym "amber", który brzmi jak dyskoteka dla ludzi z pękniętymi sercami, mroczna ale też gorąca od emocji i zmysłowa. A to wcale nie koniec, to ledwie początek. Fala muzyki przetacza się aż do "Poseidon Weeps", gdzie szczytuje by gwałtownie zamienić się w obfitujące w drone'owe tła Sagazan. A o czym opowiada? Jak widać, tytuły pełne są odwołań do mitologii, która ożeniona jest z bardzo prywatnymi wnioskami na tematy egzystencji. Przedziwna kompozycja, jak zresztą cała muzyka in violet, którą podsumować można chyba tylko słowem "szał".

"amber" można mieć za 27 złotych (5 GBP).